Lamentacje

Kalifie, Kracyku, Przyjacielu Miły
Nie dosypuj piasku do naszej mogiły.
Racz, że nas wysłuchać w swojej łaskawości.
Niechże w naszych grobach nie bieleją kości.

Tyś jest Pan i Władca Świata szerokiego.
W twojej woli los jest człowieka każdego.
Zlituj się nasz Chanie, racz, że nas wysłuchać.
Nie pozwól swym wrogom, w kaszę sobie dmuchać.

Dziś Imperium całe twojej woli służy.
Nikt z nas nie narzeka, że czas mu się dłuży.
Zabierz swoje wojsko spod naszego płota.
Niech nas już nie ściska żałość i sromota.

Gdy już przyjdzie pora, aby Świat pożegnać.
Patrz człowiecze tylko, jak Kalifa zjednać.
Bo bez jego łaski w godzinie skonania,
Człowiek nie uniknie wiecznego karania.

Wieża cień swój rzuca na wszystko na Świecie.
Wrogowie Kalifa gdzież wy się skryjecie?
Gdy nadejdzie pora, Gwardia Chana bieży.
Już każdemu w grobie miejsce się należy.

Niechaj grają trąby, niech i też grzmią rogi,
Gdy nadejdzie Kalif, nasz Przyjaciel drogi.
Gdzież ja się podzieję w swojej mizerności.
Niech nie widzę nigdy, Pana swego w złości.